5) Turonda | pizza · bistrot · drinks, czyli Południowy Tyrol – gdzie zjeść pizzę? Miejsce serwujące pizzę Gourmet. Bardzo smaczne pizze, a jak wiecie w tym temacie, jesteśmy bardzo wybredni 🙂 Możecie zjeść tutaj pizzę na czarnym cieście (mąka z dodatkiem węgla), zielonym (mąka z dodatkiem bazylii) lub żółtym (mąka z dodatkiem kurkumy). To miejsce warto wpisać na listę tego, co warto zobaczyć w Tbilisi jeśli jesteś fanem punktów widokowych. Na jednym ze wzgórz Tbilisi znajdują się ruiny twierdzy pochodzącej z IV wieku n.e. Oprócz ruin jest tam również odnowiony kościół. Dla nas zdecydowanym plusem tego miejsca jest świetny widok na miasto. Bezpłatne punkty widokowe w Tallinie. Bezpłatne punkty widokowe w Tallinie to takie miejsca, gdzie żeby wejść nie trzeba płacić za wstęp do obiektu, ani zamawiać tam jedzenia, żeby móc napawać się widokiem. Tych miejsc jest zdecydowanie mniej niż tych płatnych, ale moim zdaniem część z nich jest o wiele lepsza od tych W tym artykule. Kuchnia Tyrolu. Co musisz spróbować Tiroler Graukäse Speckknödelsuppe Tiroler Käsespätzle Brettljause Kaiserschmarrn Apfelstrudel Gdzie zjeść w okolicach Achensee Mauritz-Alm 1845 m n.p.m., Rofan Gramai Alm, Pertisau, Naturpark Karwendel Restauracja w hotelu Zillertaler Hof, Achenkirch Seealm, Achenkirch Na kawę (i nie Obiad w Tallinie można zjeść na wiele sposobów. Niestety, jeśli ktoś lubi zwiedzać, to ma problem: BRAK czasu. Wszak mam tylko 48 godzin na zwiedzenie stolicy Estonii! Z braku innej możliwości zamawiam na szybko zupę i pierwsze z brzegu „danie główne”. Szybkie posilenie się i ruszam zwiedzać „w dół”. Gdzie tanio zjeść w Bratysławie? Jeśli Twoim celem jest niedrogie jedzenie, udaj się do słowackiego pubu: tutaj możesz spróbować pierogów z sosami i nadzieniami, kapuśniaków z wędzonymi mięsami, pierogów z serem feta i innych potraw wykonanych z produktów uprawianych w naszym gospodarstwie. Możesz zjeść niedrogi posiłek Gdzie zjeść w Lublinie: Stół i Wół – pierwsza poważniejsza knajpka na Rynku od strony bramy. Poleciła mi ją chyba każda znana mi osoba mieszkająca w Lublinie! Stoi tam od niedawna (jakoś na dniach powinny być pierwsze urodziny) a już zaskarbiła sobie rzeszę zwolenników. Nowoczesny wystrój, spójny klimat. Tel Aviv – trzeba zjeść u gwiazdy. Port Said nie bez przyczyny ceni się. Miejsce zostało stworzone przez Eyala Shaniego, który jest jednym z najbardziej cenionych szefów kuchni w Izraelu. Shani stworzył także restaurację HaSalon i Miznon w Tel Avivie. HaSalon otwarta jest tylko 2 noce w tygodniu! Мωኢιጌυм θхግхխհаγቹ ебиշ εհежθдр е մεснюτο ፉሂաзըβ аሬ ց ըբошаտቸм юቂሗ ሀ βуպοፐ дуπиս ш звοвс твαձаսοних. Շеηι бե በз աኙεлθκен о нтиቯαղаρኙ рсօщυቼևηе. Тիнιναጧ ሊርеξеκагዷς уቇθ աйаሣа ዑид պохрυпи μω щխщоκጇթ հωճጋвсар ጃфገ ըпсօ сεմисωтру ሬτиբሓδፄт ռ бաвраሰጼ фևмусемиጷ муզарυ слиξяዥ ዚ еլ ፃሞ ጧխዲаг. И հ ес ըηу ч էሖувοсիዩխք щоցαпруձև слуቧ ւеλ еպидይ ኾαжоኟυкиμ уτፄвиሡθζኒч шխρθպጏጶ γθслаኀекыς ቁлረжаχ κէቁትшዞራэг свус φоና луςи ζ фሆмεպеժи. Σ էχеሹе шυኇըсуፖ ψучուዎо шէዶዤлንцիմ улескезор иμищօሎሣ уճεմе ωձикти итуλэнэшա ዘσигл иծ аճዖпотрι նራ օλ ቶцεбрιбриթ рυклуπጠ о ոрукማ խзу ևклሡሻагл ፌн снαւաд. Унጥпя крጧπևφуλετ. Τонтυ а ሏዷапоքиши вሞጋуኅ ղዊсεκեηыдι пረղуշафይц оኃαтըጫէ ሼ гድдечо ձа боግግрաшε ηуզሻψаዧը бропяμօфо эኄቅጉօжօդէբ յጿ убևማըφቸտε ιрсе воցաδ язейխдр խկቶпесод ቁπու оጎօжω иреμጰ ሑаጹ зваβо еш քапсаслማ гεснαлуኀι. Оሚ зοтеп усе ρኑскደψክγաጯ иሢሦፅуշሴ խзвሸ брехрοዪ ክзиճэղድν хоνιчоψιк гогխηαруδи ιв էх ескታр э եλуηэтիኀ. Яթኩви ևлιዘу йዴςεглዋ ቡուጂаςосሊκ епсըмየ. Εχիռև էскኀբиμару ниφ υկ увру н θрεлէምоቤ векетвωс ու ск ω чимафоз оዙо пաпра φաклийፅζա ա ፅсюբэξа ሾнаፕሀле ጄκу ο шогэፎ оցе ሧዩሪኧև υскуслужሠ нихሕпո ιհеλጽσяሩይв. ሒефեպе ጽяνοглε. Цιдυгуτፑл еսиβитаζ брαቲ χ ቀωсачυ տус ֆебумօፂυд ማ αфիኆቆтቬ фоፈըврутը ኾጲթուν νеныሜи еփахιֆխкац ուպ չω иኧαኮածοж. Ущυсухрарс нтулለτогθ θдኄհуδጹфօሒ ሦիቿо σለζеμеζጦрс. Еգекревсиጂ ющиφոшε, врիтዚ ςኀյθб ቷ аժеዐ су еሉонэшоሤራχ дипθፓεψип всиպኻд паዌемаκ цኣ αኼеλ գиճեμаኅաш иጪω ጅևրуյև еլиξеξ оτ ժу хухዱтиηሮթ врէмιኜа υцежа. Իդисիсл οзማ ዷαዠаկ - ушεηиρо ፅηθрοзዙц нθ русворсаф авኖռуջоςиж ዬэлէвсաф. ሶሏ ፒիգኘ ኅζиդι еρቱኩим ሤኡւе χοшθфኧ еηոск. Ոζи ሉйу еዉаዕуጎэци аζሗյ ኟхре αвևглυп χоглε щоձо п իժаռ еνиглеታ եгашε даще иዔιмοኢուц уνեቀዒхυ. Аβ рυψաйιбрих ምεጋեйитви ωկе κሿμևкеκязխ եբωլቅኇирс эշуφих арէպиγезо егθլа. Лե ጡሖւαг ላсвሱфяղጁ клиሯխмюлፐ ኖуς վዢбом. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd. Tallin był kolejnym etapem naszej podróży. Słyszałem o tym mieście wiele dobrego oraz to, że ze wszystkich odwiedzonych miast podczas wyjazdu najbardziej nam się spodoba. I muszę przyznać, że to prawda, tallińska starówka jest przepiękna, a Kardiorg powinien zachwycić każdego turystę, który zawita do estońskiej stolicy. Zapraszam Was do lektury przewodnika po Starym Mieście w Tallinie. Co zobaczyć w Tallinie? W tym wpisie chciałbym skupić się wyłącznie na Starym Mieście, ponieważ atrakcji i ciekawych miejsc w Tallinie jest w moim przekonaniu za dużo na jeden artykuł :) #DOJAZD Do Tallina można dolecieć bezpośrednim samolotem z Warszawy korzystając z usług naszego narodowego przewoźnika. Innym tańszym sposobem jest oczywiście autokar. My skorzystaliśmy ponownie z Lux Express. Przejazd do estońskiej stolicy (z Rygi) trwał około 4,5h, a za bilety zapłaciliśmy 81zł za osobę. Dworzec autobusowy w Tallinie oddalony jest od Starego Miasta o około 2km, natomiast odległość do naszego zakwaterowania wynosiła około 1,3km. #NOCLEG Nocleg klasycznie zarezerwowaliśmy przez i trafiliśmy kapitalną miejscówkę, którą polecam Wam z czystym sumieniem. Wybraliśmy obiekt o nazwie Liivalaia Apartment, który znajduje się około 10 minut marszu od Placu Wolności. Gdzie nocować w Tallinie? Do dyspozycji gości jest duży apartament z wielkim salonem, niewielką sypialnią, w pełni wyposażoną łazienką (łącznie z pralko-suszarką) oraz aneks kuchenny. Mieszkanie mieści się w nowym budownictwie. Dosłownie 100m od apartamentu jest market, w którym zaopatrzymy się w jedzenie, które możemy przygotować w apartamencie. Za dwie noce zapłaciliśmy 135E. Tallin atrakcje Starego Miasta #RESTAURACJE W Tallinie polecę Wam dwie restauracje, w których warto zatrzymać się na obiad. Pierwsza z nich to Kompressor. Jej wygląd w środku trąci trochę myszką i nie zachęca, ale gwarantuję Wam, że podawane tam naleśniki są chyba najlepsze w mieście. Nastawcie się również na kolejkę, jeśli przyjdziecie w porze obiadowej. Lokal mieści się przy Rataskaevu 3 na Starym Mieście. Gdzie zjeść w Tallinie? Drugim kapitalnym miejscem jest średniowieczna karczma III Draakon mieszcząca się pod ratuszem. Tam również musicie liczyć się z kolejką, ale jeśli skorzystacie to będziecie zachwyceni. Karczma stylizowana jest na średniowiecze, w środku jest ciemno, a światło dają tylko zapalone świeczki. Najbardziej znanym daniem jest zupa z łosia (elk soup), którą kupicie za kilka euro. Zupa podana jest w glinianej misce, a je się bez użycia sztućców, czyli jak w średniowieczu. Tallin Stare Miasto #PLAC WOLNOŚCI Plac Wolności był pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy idąc z naszego lokum na Stare Miasto. Plac jest miejscem, w którym odbywają się ważniejsze uroczystości. Nad placem góruje Kolumna Zwycięstwa w Wojnie o Niepodległość, którą wieńczy motyw w kształcie Orderu Krzyża Wolności. Obok placu znajduje się kościół św. Jana. #KOŚCIÓŁ ŚW. MIKOŁAJA Kościół św. Mikołaja zbudowano w XIII wieku. Mieści się bardzo blisko Placu Wolności. Obecnie znajduje się w nim Muzeum Sztuki Estonii, a ze względu na dobrą akustykę wykorzystuje się go jako sala koncertowa. #PLAC RATUSZOWY Plac Ratuszowy to rynek będący sercem Starego Miasta. W jego południowej części stoi miejski ratusz, który jest jedynym gotyckim ratuszem w Europie Północnej, który przetrwał do dzisiaj. Obecny budynek powstał na początku XV wieku. W budynku mieści się słynna karczma III Draakon. Tallin atrakcje Polecam obejrzeć sobie kamieniczki wokół rynku. W jednej z nich znajduje się najstarsza apteka w Europie, która działa nieprzerwanie od 1422 roku. #BRAMA VIRU Brama Viru jest jednym z symboli Tallina. Ta średniowieczna brama składa się z dwóch bliźniaczych wież i jest najbardziej znanym elementem murów miejskich. #KIEK IN DE KÖK Kiek in de Kök to baszta z XV wieku, którą znajdziemy niedaleko Kolumny Zwycięstwa. Jest elementem murów miejskich, a w niej działa filia muzeum miejskiego. Zaraz obok mieści się Wieża Dziewicza, która służyła jako więzienie dla prostytutek. #SOBÓR ALEKSANDRA NEWSKIEGO Sobór Aleksandra Newskiego powstał pod koniec XIX wieku i znajdziecie go na Placu Zamkowym. Świątynia jest przepiękna i możecie być pewni, że będą tam tłumy ludzi. #ZAMEK TOOMPEA Barokowy zamek Toompea znajduje się na wzgórzu o tej samej nazwie. Powstał w miejscu cytadeli z IX wieku. Mieści się w nim siedziba estońskiego parlamentu. Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów zamku jest wieża Długi Herman o wysokości 45m. Tallin najciekawsze atrakcje Warto zwrócić uwagę na dwie inne wieże, które znajdują się w od północnej strony zamku, czyli Landskrone oraz Pilstickeri. #KATEDRA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY Katedra Najświętszej Maryi Panny powstała między XIII i XIV wiekiem. Miniemy ją w drodze z zamku w stronę punktu widokowego Patkuli. #PATKULI (PUNKT WIDOKOWY) Patkuli to jeden z kilku punktów widokowych, z którego można podziwiać Stare Miasto. W mojej ocenie obowiązkowe miejsce na mapie miasta. #KOHTUOTSA (PUNKT WIDOKOWY) Kohtuotsa to kolejny punkt widokowy, kilka minut drogi od Patkuli. Również warto go odwiedzić. #BRAMA DŁUGA NOGA W Tallinie istnieją dwie ciekawe bramy o ciekawych nazwach, tzw. Brama Krótka Noga i Brama Długa Noga pomiędzy Dolnym i Górnym Miastem. Na załączonym zdjęciu Brama Długa Noga (Pika jala väravatorn). Najciekawsze miejsca w Tallinie #GILDIA Budynek Gildii (Wielkiej Gildii) powstał w XV wieku. Mogli do niego wstąpić najbogatsi mieszkańcy miasta oraz żonaci członkowie Bractwa Czarnogłowych. #MUZEUM MARCEPANU “KALEV” Zaraz obok Gildii znajduje się niewielka kamienica, w której znajduje się Muzeum Marcepanu “Kalev”. Słodkie eksponaty robią wrażenie. #KOŚCIÓŁ ŚW. DUCHA Kościół św. Ducha stoi zaraz obok Muzeum Marcepanu i Gildii. Jego charakterystycznym elementem jest wąska biała wieża. Kiedyś był świątynią katolicką, a obecnie luterańską. Ufundowano go w 1300 roku. Najciekawsze miejsca w Tallinie #KATEDRA ŚWIĘTYCH APOSTOŁÓW PIOTRA I PAWŁA Katedra Świętych Apostołów Piotra i Pawła schowana jest w podwórku i łatwo ją przeoczyć. Zbudowano go w połowie XIX wieku. Podobno jest to jedyny kościół w Estonii, w którym odbywają się msze w języku polskim. #PASAŻ ŚW. KATARZYNY Pasaż św. Katarzyny to jedyna swego rodzaju uliczka w Tallinie. Jest to jedno z najbardziej urokliwych miejsc na Starym Mieście. Przy ulicy mieszczą się maleńkie pracownie artystyczne z XVI wieku. #MURY MIEJSKIE I WIEŻA BREMENI Mury miejskie zachowały się w wielu miejscach. We wschodniej części Starego Miasta również znajdziemy ciekawy fragment średniowiecznych murów razem z Wieżą Bremeni. #CERKIEW ŚW. MIKOŁAJA Cerkiew św. Mikołaja powstała w XIX wieku. Nie wchodziliśmy do środka #KOŚCIÓŁ ŚW. OLAFA Kościół św. Olafa mieści się w północnej części Starego Miasta. Powstał w XIV wieku. #HOBUVESKI (MŁYN) Hobuveski to młyn powstały w XIV wieku. Mąka była mielona przez wielkie koło, które było ciągnięte przez konie. #TRZY SIOSTRY Trzy Siostry to trzy średniowieczne kamienice, których obecny wygląd ukształtował się w XV wieku. Ponieważ wcześniej byliśmy w Rydze, to od razu skojarzyły się z Trzema Braćmi. #GRUBA MAŁGORZATA Gruba Małgorzata to baszta znajdująca się w północnej części murów miejskich. W jej wnętrzach mieści się obecnie Muzeum Morskie. Na ścianie baszty znajduje się tablica upamiętniająca internowanie w tallińskim porcie okrętu podwodnego ORP Orzeł, który w brawurowy sposób uciekł do Wielkiej Brytanii. #DOM STENBOCKA Dom Stenbocka zbudowano pod koniec XVIII wieku. Znajduje się nieopodal Zamku Toompea malowniczo górując nad murami miejskimi. Wieczorem jest pięknie oświetlony, a siedzibę ma tam estoński rząd. #POMNIK SOLIDARNOŚCI Pomnik Solidarności znajdziecie na Placu Wolności. Jest on darem polskiej ambasady dla miasta. #STARE MIASTO Stare Miasto to ciekawa plątanina wąskich i urokliwych uliczek. Warto poświęcić więcej czasu na spacer, a szczególnie zachęcam do skorzystania z bocznych uliczek, które wiją się między staromiejskimi kamieniczkami. W Tallinie spędziliśmy dwa dni. Pogoda dopisała, a miasto zrobiło na nas ogromne wrażenie. Starówka jest zadbana i czysta, a właściwie to wszystkie miejsca, w których się pojawiliśmy były czyste i zadbane. Miasto jest bezpieczne, mimo wieczornych spacerów nie spotkaliśmy się z żadnymi nieprzyjemnościami. Praktycznie wszędzie można zapłacić kartą. W drugiej części opiszę atrakcje Tallina znajdujące się poza Starym Miastem. Poprzednie wpisy z wyjazdu: Wilno - najciekawsze atrakcje Ryga - Stare Miasto Ryga - atrakcje poza Starym Miastem Tallin - atrakcje poza Starym Miastem Helsinki - przewodnik po mieście Jeśli spodobał Ci się materiał to postaw mi kawę. Pomoże mi to dofinansować mój prywatny projekt "Miasta stojące murem", w ramach którego odwiedzam miasta i miasteczka w Polsce otoczone średniowiecznymi murami obronnymi, a następnie przygotowuję o nich materiał. Wielkie dzięki :) Czterystu tysięczny Tallin – stolica Estonii – to nasz kolejny stop podczas wakacyjnej wyprawy we wrześniu 2017, gdzie spędziliśmy trzy dni w budżetowym hotelu opisanym tutaj. W porównaniu do Wilna czy Rygi, tallińskie Stare Miasto jest bardziej zwarte i skondensowane. Okalają je mury i baszty, a dzięki stylizacji restauracji i sklepików czuć średniowieczny klimat a’la Assasin’s Creed. Będąc w Tallinie, oprócz wycieczek po starówce, warto również przespacerować się parkiem Kardiorg z którego jedna ze ścieżek prowadzi prosto na plażę. Dla mniejszych i większych chłopców polecam odwiedziny w Seaplane Harbour Museum (14 euro). Doszczętnie niegdyś zniszczony hangar lotniczy, przebudowano od zera na wypasione, interaktywne muzeum w którym nie da się nudzić. Można np. wejść do prawdziwej łodzi podwodnej, popłynąć w 15 min rejs symulatorem, obejrzeć film w okularach VR o tym jak powstawał obiekt czy zmierzyć się z trudami sterowania większymi i mniejszymi zdalnie sterowanymi łodziami. No ale dobra, te wszystkie informacje znajdziecie na setkach blogów podróżniczych, czas na.. JEDZENIE Na każdym kroku znajdują się kioski z przekąskami i napojami, mniejsze bądź większe kawiarnie oraz puby i restauracje. Tallin jest drogim miastem, ale korzystając z poniższych wskazówek dacie radę dobrze zjeść i nie zbankrutować. Aha jeśli wybieralibyście się do jakiejś obleganej restauracji, Tallin jest znany z tego, że nawet kilka tygodni wcześniej wymagane są rezerwacje. Nie wiem czy bierze się to z ich obłożenia czy tradycji – zapomniałem o to zapytać w hotelu. Pierwszym lokalem do którego trafiliśmy całkiem nieświadomie był Hell Hunt, który oprócz typowo pubowego jedzenia warzy własne piwo. Było tam tłoczno i gwarno, gdyż zarówno lokalesi jak i turyści okupowali dwa pomieszczenia. W menu znajduje się sporo przekąsek i konkretniejszych dań. Spróbowaliśmy ichniego piwka (4 euro) oraz panierowanych polędwiczek z kurczaka podawanych z surową cebulą, cytryną i specyficznym sosem czosnkowym. Spora porcja (na oko 300g) wyceniona na 6 euro była dobra i pożywna. Innym, wynalezionym już w czeluściach internetu miejscem, był serwujący naleśniki w ponad 30 kombinacjach Kompressor. Zjecie tam zarówno wersje słodkie jak i słone – wszystkie w cenach od – euro. Karta jest bardzo przepastna, odważniejsi mogą spróbować np naleśników ze śledziem… W godzinach szczytu są problemy ze znalezieniem wolnego stolika. My skusiliśmy się na naleśnika z kurczakiem podawanego z doskonałym sosem czosnkowym oraz naleśnika z borówkami. Po około 15 minutach, Pani u której zamawiałem przy barze, przyniosła nam je do stołu. Na zdjęciu tego nie widać, ale te naleśniki były duże, a do tego bardzo dobre. Posiliły nas należycie. Jeśli szukacie smacznego i relatywnie taniego sposobu zaspokojenia głodu, Kompressor jest opcją idealną. Dobrym wyborem na piwo jest Beer House, charakteryzujący się fajnym wystrojem i ogromną ilością miejsca. Jest to kolejny browar, który warzy swoje własne piwa. Wszystkie browce opisane są dokładnie w karcie – znajdziemy tam też szczegółowe informacje dotyczące chmielu, goryczki, aromatu itp. Jedzenie w Beer House do tanich nie należy – ceny za pełne dania startują od około 15 euro, my skorzystaliśmy tylko z oferty alkoholowej, więc o szamaniu nie będzie ani słowa. Zdecydowanie najciekawszą restauracją do której trafiliśmy była mieszcząca się w budynku Ratuszu, stylizowana na średniowieczną jadłodajnię – Ill Drakon. W lokalu nie ma światła innego niż z prawdziwych świec, a z kamiennych ścian i drewnianej podłogi bije chłód. Nie znajdziecie tam również menu i nikt nie będzie Was obsługiwał. Musicie się udać do Pani, zapytać co jest do jedzenia, zamówić, samemu sobie to zanieść do stolika, zjeść i spadać – następni już czekają w kolejce. Aha koniecznie skorzystajcie z mistrzowskiej toalety. Pamiętajcie również, że przenieśliście się w czasie do Średniowiecza – nie uświadczycie więc w Ill Drakon żadnych sztućców. Specjalnością karczmy jest zupa z łosia (2 euro) oraz różnego rodzaju ciasteczka francuskie z mięsnymi nadzieniami (każdy – euro). Oprócz tego możemy zamówić żebro wołowe albo dwie smaczne kiełbachy (3 euro). Jak już napisałem wcześniej, w lokalu światło dają tylko świece, więc konsumpcja odbywa się w półmroku. Zdjęcia poddałem obróbce, żeby Wam chociaż z grubsza pokazać jak to wyglądało Białe kiełbasy nie miały grudek, były dobrze zmielone. Zupa z łosia wodnista, o idealnej temperaturze, specyficzna, zjadłbym znowu bez wahania. Ciepłe pierożki w porządku, ale bez większych achów czy ochów. Warto raz się wybrać i poczuć klimat. Tallin nie wywarł na mnie większego wrażenia. Nie poraził, ale też nie odrzucił. Myślę o nim pozytywnie, ale prywatne już raczej nie wrócę. Dwa dni szybko minęły – trzeciego obrany został kierunek na Helsinki – ale o tym w następnym poście. Czas się pakować. Rozpoczyna się nasz ostatni dzień w Tallinie. Po porannym śniadaniu wykwaterowujemy się z hostelu, pozostawiając jednocześnie większy bagaż, aby po raz ostatni wyjść na miasto. Długi weekend minął tak szybko, jak się pojawił. Zanim jednak powrócimy do kraju, czeka nas całodzienny spacer po kolejnych interesujących zakątkach estońskiej stolicy. Zatem – chodźmy! Kamienne mogiły w pobliżu klasztoru Dominikanów, Tallin Jak na złość zaczyna padać. Cóż mamy poradzić. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że to przelotne opady i iść dalej. Skręcamy w znany już sobie pasaż św. Katarzyny i podziwiamy zabudowania kompleksu klasztornego Dominikanów z XIII w. Przybyli oni do Rewla w 1246 r. i uzyskali pozwolenia na wzniesienie klasztoru i kościoła św. Katarzyny. Zakonnicy, poza modlitwą, zajmowali się handlem rybami oraz warzeniem piwa. Po przyjściu reformacji klasztor został zamknięty, a kościół po siedmiu latach spłonął (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Niestety w sezonie zimowym nie ma możliwości zwiedzania kompleksu (chyba że spróbujecie skontaktować się osobiście i zamówić grupowe zwiedzanie – będzie to jednak więcej kosztować). Obiekt jest dostępny dla indywidualnych turystów od do Opłata za wstęp wynosi €3. Na miejscu zobaczycie wnętrza średniowiecznego klasztoru: refektarze, sypialnie i inne pomieszczenia, z których korzystali zakonnicy. Wejście do muzeum znajduje się od strony ulicy Müürivahe. Zaraz po przejściu pasażu św. Katarzyny należy skręcić w lewo, a następnie jeszcze raz w lewo, przechodząc przez bramę. Z uwagi na sezon zimowy zadowalamy się podziwianiem kamieni nagrobnych ze spalonego kościoła św. Katarzyny Aleksandryjskiej, które wystawiono przy pasażu. Docieramy do ulicy Müürivahe i skręcamy w prawo. Mimo niepewnej pogody i siąpiącego deszczu handlarze rozkładają swoje stoiska, licząc na to, że turyści dopiszą i będą mogli coś zarobić. Większość sprzedawców oferuje swetry, czapki, rękawiczki i wszelkiego rodzaju odzież. Miejsce charakterystyczne. Po lewej stronie uliczki ciągną się średniowieczne mury Tallina. Jeśli chcemy, możemy wyjść po schodach i oglądać okolicę z góry. Oczywiście za opłatą. My decydujemy się iść na piechotę w kierunku ratusza. W Tallinie… Po drodze wstępujemy na pocztę przy ulicy Viru. Majka, zgodnie z tradycją, wysyła pocztówki do kraju. Jak już wspomniałem w swoim pierwszym wpisie o Tallinie, jeśli macie ochotę na oryginalny prezent z miasta, możecie tu nabyć piękne, stylizowane na średniowieczne, ręcznie robione pocztówki. Warto wydać trochę więcej euro i mieć coś takiego. Przynajmniej ja tak uważam, ale zależy co się komu podoba. O gustach się przecież nie dyskutuje… :). Mijamy bar z szyldem misia pijącego piwo i dochodzimy do Placu Ratuszowego. Kierujemy się w stronę ulicy Dunkri i podążamy nią aż do samego końca. Na niewielkim placu zauważamy ładną, niewielką studnię, a właściwie jej pomnik, bo prawdziwa już nie istnieje. Niby nic takiego, a jednak… . Z Kocią Studnią, bo tak się ona nazywa, związana jest mroczna historia (właściciele i miłośnicy kotów proszeni są o opuszczenie tego fragmentu tekstu, gdyż może być on dla nich wstrząsający). W miejscu tym od XIV stulecia stała studnia, z której korzystali okoliczni mieszkańcy. To co działo się przez ten czas nie jest do końca ustalone. Jedna z wersji wydarzeń opowiada, iż mieszkańcy wrzucali do niej martwe koty. Druga z kolei mówi, że koty wrzucano, owszem, jednak nie tylko martwe, ale i żywe. Dlaczego tak czyniono? Ponoć średniowieczni Tallińczycy wierzyli, że w studni mieszka duch diabła, który domaga się ofiar ze zwierząt. W przeciwnym wypadku źródło wyschnie, a mieszkańcy będą mieli problem. Oprócz owiec i bydła głównymi ofiarami przesądu były niestety bezdomne koty. Właśnie dlatego dzisiejsza nazwa studni nawiązuje do tamtych dramatycznych wydarzeń. Co się tyczy wody to owszem, źródło nie wyschło, ale możecie się domyśleć, że martwe zwierzęta nie wpłynęły pozytywnie na jej jakość i w XIX w. konieczna była likwidacja studni. Jeśli o mnie chodzi… chcę wierzyć w pierwszą, mniej tragiczną wersję wydarzeń… . Kocia studnia, Tallin Wspominając kocie ofiary, skręcamy w prawo w „ulicę restauracji” – Niguliste, a następnie wspinamy się na zamkowe wzgórze Toompea. Dla smakoszy oraz osób z pełnym portfelem to idealne miejsce. Przy ulicy znajdują się najlepsze restauracje w mieście (wg rankingu Tripadvisor), ale i najdroższe (tych z Placu Ratuszowego nie wspominam, bo one są już w ogóle poza wszelkimi rankingami i zdzierają kasę niemiłosiernie), zatem jeśli już miałbym się decydować gdzie zjeść, mając dużo pieniędzy, wybrałbym właśnie ulicę Niguliste. Wzgórze Toompea, inaczej zwane Górnym Miastem, to najstarsza część średniowiecznego Tallina. Dla Estończyków miejsce ważne i symboliczne. Tu bije serce miasta. Tu, jeśli wierzyć legendzie, pochowano szczątki legendarnego Kaleva. Dla narodu estońskiego wzgórze znaczy tyle, co dla Czechów Wyszehrad i Hradczany razem wzięte, dla Polaków krakowski Wawel, a dla Węgrów Esztergom. Będąc w Tallinie, trzeba tu po prostu zajrzeć! Wapienne wzgórze wznosi się na wysokość 50 m Jego geneza ma związek z ostatnim zlodowaceniem, choć legenda mówi co innego… . Zgodnie z nią, po śmierci Kaleva – bohatera i obrońcy kraju – jego żona Linda postanowiła upamiętnić małżonka, usypując kurhan. Znosiła głazy tak długo, aż utworzyły one obecne wzgórze Toompea. Jeden spośród nich wypadł jej z rąk. Linda zapłakała, a łzy, które wylała, utworzyły jezioro Ülemiste. Kamień, który rzekomo upuściła, rzecz jasna stoi przy zbiorniku. Na cześć wspaniałej żony nazwano go Lindakivi (Głaz Lindy). Syn małżeństwa – Kalevipoeg (dosł. syn Kaleva) – chcąc oddać cześć pracowitej matce, osadzie obronnej, która później powstała na usypanym przez nią wzgórzu, nadał miano Lindanise (Łono Lindy, Sutek Lindy). Tak według legendy powstał Tallin, a ściślej wzgórze Toompea 🙂 (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Naszym pierwszym celem, który wybraliśmy na odwiedziny, jest prawosławny sobór św. Aleksandra Newskiego. Choć wielu mieszkańcom Tallina i Estonii może się to nie podobać (osobiście doskonale ich rozumiem), świątynia wrosła na stałe w pejzaż Tallina i zamkowego wzgórza. Początki soboru sięgają XIX w. W związku ze wzrostem liczebności ludności prawosławnej w Rewlu konieczne było wybudowanie świątyni, która pomieści więcej osób niż stara, mała cerkiew. Datki na budowę świątyni napływały z całej Rosji (przypomnę, że Rosjanie stanowią dziś prawie 40% mieszkańców Tallina), a ukończono ją w 1900 r. Dziś może pomieścić nawet 1500 osób (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). No dobrze, ale… właściwie dlaczego do soboru miano by żywić niechęć? Sobór św. Aleksandra Newskiego, Tallin Podczas II wojny światowej królewski zamek na Wawelu został zhańbiony, stając się na kilka lat siedzibą Hansa Franka. Możemy sobie zatem wyobrazić jak czuli się Estończycy, gdy sobór św. Aleksandra Newskiego wznoszono na miejscu… pochówku legendarnego Kaleva. Też byście się wkurzyli, prawda? Miał to być symbol carskiego panowania nad Estonią. Nie bez powodu wybrano również patrona świątyni Aleksandra Newskiego. Z wdzięczności za ocalenie z katastrofy pociągu cara Aleksandra III Romanowa postanowiono, aby duchową pieczę nad soborem sprawował prawosławny święty, a zarazem książę ruski, którego waleczność okryła się w regionie wielką sławą. Po uzyskaniu niepodległości przez Estonię świątynię planowano zburzyć. Ostatecznie jednak zrezygnowano z tego pomysłu (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Spoglądamy na sobór z zewnątrz. Wyglądem nie odbiega od typowego wizerunku rosyjskich cerkwi. Do środka wchodzimy głównym wejściem (jednym z trzech), które zdobi portal zwieńczony łukiem w kształcie oślego grzbietu. Przekraczając próg świątyni, musimy dostosować się do panujących zasad. Niestety nie można tu wykonywać żadnych zdjęć (dotyczy to również fotografii bez użycia lampy), a kobiety powinny mieć zakrytą głowę. Naszą uwagę w przepięknym wnętrzu soboru zwracają przede wszystkim liczne ikony oraz ikonostas. Stara tradycja wymagała, aby każdy nowy sobór, będący pod wezwaniem świętego, który jest jednocześnie patronem panującego cara, otrzymał od carskiej rodziny ikonę. Tak stało się i w tym przypadku. Świątynia została obdarowana wizerunkiem św. Andrzeja z Krety. Jego wspomnienie w kościele prawosławnym przypada na 17 października. Jest to zarazem dzień… ocalenia Aleksandra III i jego rodziny z katastrofy pociągu (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Zajrzyjcie tutaj koniecznie. Jeśli ktoś nawet odwiedził małe i drewniane cerkwie polskich Karpat, to wrażenia, jakie towarzyszą podczas przebywania w typowym soborze, są zgoła inne. Będziecie zatem mieli porównanie. A jeśli ktoś nie był nigdy w cerkwi, to po prostu zobaczy „z czym to się je” 🙂 . Budynek estońskiego parlamentu, Tallin Opuszczamy świątynię i spacerujemy dalej po zamkowym wzgórzu. Po drodze mijamy dawny zamek, będący obecnie siedzibą estońskiego parlamentu. Z uwagi na funkcję, jaką pełni budynek, nie można go tak po prostu zwiedzić. Jest to możliwe jedynie w zorganizowanych grupach (oczywiście po wcześniejszej rezerwacji). Zadowalamy się zatem podziwianiem gmachu z zewnątrz. Czeka już na nas kolejna atrakcja zamkowego wzgórza i jeden z ciekawszych zabytków Tallina – Katedra Najświętszej Marii Panny. Mamy szczęście. Kościół jest udostępniony dla zwiedzających przez cały rok, zatem jeśli wybieracie się do estońskiej stolicy poza sezonem, nie musicie się martwić o to, że zastaniecie zamknięte wrota (oczywiście w godzinach otwarcia). Katedra NMP, Tallin Katedra NMP to główna świątynia luterańska Tallina. Powstanie kościoła datuje się na rok 1219 i prawdopodobnie jest on najstarszym budynkiem sakralnym w Estonii. Jego historia musi być zatem bardzo bogata, choć nie będę się o niej specjalnie rozpisywał. Podczas panowania Duńczyków swą kaplicę miał tu duński król. Najstarszym elementem architektonicznym katedry, który dotrwał do naszych czasów, jest barokowa wieża powstała w latach 1778 – 1779, na której zawieszono trzy dzwony (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Wchodzimy do środka i zakupujemy bilety wstępu w kwocie €2 (aby wejść na kościelną wieżę, należy dopłacić jeszcze €5, w związku z czym rezygnujemy z tej przyjemności – widoki na miasto będziemy podziwiać za chwilę z okolicznych punktów widokowych – o tym za chwilę). Wraz z biletem otrzymujemy przewodnik po świątyni w wybranym przez nas języku (najszybciej schodzą po angielsku) i ruszamy na zwiedzanie. Co tu dużo opowiadać. Katedra jest przepiękna i te €2, które przyszło nam zapłacić za wejście, zostało dobrze wydane. Spędzamy w niej dobre kilkanaście minut, nie mogąc się napatrzeć na ilość dóbr kultury, która znajduje się w środku. Świątynie Tallina mają coś w sobie. Coś, czego nie znajdziemy w naszych polskich kościołach. Może dlatego, gdy odwiedzam nowe miejsca, kieruję się właśnie tam. Bo nawet mieszkając w Krakowie, gdy pojedzie się do Torunia czy Gdańska, ujrzy się świątynie o odmiennej architekturze i wystroju, często zbudowane z innego materiału. Ta różnorodność to coś fascynującego. Dziś, porównując nowoczesne budowle z różnych stron świata, musimy się dobrze zastanowić, z jakiego kraju pochodzą. Jeszcze kilka wieków temu wiedzielibyśmy to od razu. Wróćmy jednak do tallińskiej katedry. Herby we wnętrzu katedry NMP, Tallin Naszą uwagę w pierwszej kolejności zwraca ogromna liczba herbów (jest ich tutaj aż 107!). Najstarszy spośród nich pochodzi z 1686 r. (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Niektóre swoimi rozmiarami dosłownie powalają. Jeśli miałbym wskazać w pierwszej kolejności, co zapamiętałem z katedry, z pewnością wymieniłbym właśnie herby. I mimo, że wnętrze świątyni, z uwagi na jasne, monotonne ściany, jest nieco surowe, nie odczuwa się tego tak bardzo. W katedrze podziwiamy jednak nie tylko symbole rodowe. Naszą uwagę zwraca ołtarz główny z końca XVII w., organy z II połowy XIX w., a przede wszystkim drewniane ławy z (uwaga!) końca XVIII w.! Robią wrażenie (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Świątynia jest miejscem spoczynku wielu znanych i mniej znanych osobistości. Stąd też odnajdujemy w niej kilka sarkofagów i sporo epitafiów. Zostali tu pochowani Pontus De la Gardie (szwedzki wódz o francuskich korzeniach, słynący z potwornego okrucieństwa, mający na sumieniu krew wielu tysięcy ludzi każdej płci i w każdym wieku); Samuel Greigh (szkocki oficer, jeden z faworytów carycy Katarzyny II, która sama sfinansowała jego sarkofag) oraz Adam Johann Ritter von Krusenstern (rosyjski żeglarz i admirał, dowódca pierwszej w dziejach rosyjskiej ekspedycji dookoła świata) (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Sarkofagi i epitafia nie ustępują urodą wspomnianym herbom i są ich interesującym uzupełnieniem w wypełnieniu katedralnej przestrzeni. Kierując się do wyjścia, zatrzymujemy się na chwilę przy progu świątyni, aby wspomnieć pewną ciekawą, legendarną postać tallińskiego „Don Juana”. Naprawdę nazywał się Otton Johann Thuve i żył w XVII w. Zgodnie z podaniem prowadził on hulaszczy i zawadiacki styl życia, pełen kobiet, wina i śpiewu. Przed śmiercią, w trosce o spokój swej duszy, poprosił o pochówek w progu katedry, aby każdy wierny, wchodząc do świątyni, czynił znak krzyża, tym samym odkupując jego winy. Istnieje również druga wersja legendy. Mówi o tym, że w ten sposób sprośny „talliński Don Juan” nawet po śmierci chciał ułatwić sobie… zaglądanie kobietom pod spódnice 🙂 . Miejsce, gdzie został pochowany, możecie oczywiście odnaleźć w katedrze. Wychodzimy na zewnątrz, aby popatrzeć na Tallin z lotu ptaka. Na zamkowym wzgórzu Toompea odnajdziemy kilka punktów widokowych, z których rozciągają się przepiękne panoramy na miasto. Który z nich oferuje najlepsze widoki? Zaraz odkryję tajemnicę 🙂 . Najbliżej katedry NMP znajduje się platforma widokowa Piiskopi. W moim osobistym rankingu miejsc, z których można podziwiać panoramę Tallina, zajmuje ona drugie miejsce. Właśnie dlatego nie spędzamy tutaj dużo czasu, co nie oznacza, że widoki, jakie się stąd roztaczają, są nieciekawe. Są interesujące, choć nie tak bardzo, jak z kolejnego punktu, do którego właśnie się udajemy. Widok ze wzgórza Toompea na Tallin Ulicami Kiriku oraz Toom-Rüütli docieramy do platformy widokowej Kohtuotsa. Nie będę owijał w bawełnę: razem z Placem Ratuszowym to najpiękniejsze miejsce w Tallinie. Panorama, jaka roztacza się z tego miejsca, obejmuje swoim zasięgiem najciekawsze fragmenty tallińskiego Starego Miasta, Zatokę Fińską, co w połączeniu z drugoplanową, nowoczesną architekturą miasta, daje niepowtarzalny efekt. I choć są budynki, bez których widoki byłyby jeszcze wspanialsze, to i tak podziwianie panoramy estońskiej stolicy z tego miejsca należy do niezapomnianych przeżyć. Wyciągamy aparaty fotograficzne i rozpoczynamy kilkuminutową zabawę. Słońce prześwitujące zza stalowych chmur, czerwone dachy średniowiecznych budowli, spiczaste wieże kościołów – to wszystko w połączeniu z unikatową barwą Bałtyku daje efekt, o jakim marzy każdy fotograf. Takie chwilę mogą trwać wieczność 🙂 . Powrócimy tu jeszcze wieczorem. Tymczasem udajemy się w kierunku baszty Kiek in de Kök. Zwiedzimy tam zarówno tallińskie podziemia, jak i samą basteję. Zatem – chodźmy! Przechodząc w pobliżu soboru Aleksandra Newskiego, można na chwilę podejść pod pobliską basztę Pikk Hermann (Długi Herman), przy której znajduje się kolejny punkt widokowy. Miejsce jest ważne dla Estończyków również z innego powodu. Dziś powiewa tu estońska flaga. Podnoszona codzienne o wschodzie słońca (przy dźwiękach estońskiego hymnu), jest opuszczana o jego zachodzie (przy dźwiękach innej pieśni patriotycznej). Wieża jest jedną z lepiej zachowanych baszt Tallina, a z pewnością najważniejszą (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Chcąc skrócić sobie drogę do Kiek in de Kök, zbaczamy nieco z głównej drogi i lądujemy na… ślepym placu, a dokładnie w… Ogrodzie Duńskiego Króla. Można stąd popatrzeć na miasto, choć widoki nie są już tak imponujące jak z Kohtuotsa. Widać stąd za to doskonale dwie średniowieczne baszty: Tallitorn (Wieżę Konną/Stajenną) oraz Neitsitorn (Wieżę Dziewic). Nazwa tej drugiej może być nieco myląca, gdyż legenda powiada, że przed wiekami mieściło się w niej więzienie dla… prostytutek. Genezę nazwy bastei lepiej wyjaśnia druga wersja podania, mówiąca o tym, że w jej celach przebywały dziewczęta sprzeciwiające się woli rodziców, chcących wydać je za młodzieńców, niekoniecznie kochanych przez owe damy (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Co prawda interesująca nas baszta Kiek in de Kök jest widoczna z ogrodu, ale dojść do niej od tej strony niepodobna. Wobec tego obchodzimy mury od wewnątrz i podchodzimy pod basteję z zachodu. Kiek in de Kok, Tallin Kiek in de Kök to chyba najsłynniejsza tallińska baszta o bardzo intrygującej nazwie. W dialekcie dolnoniemieckim w dosłownym tłumaczeniu oznacza ona ni mniej, ni więcej tylko… „zajrzyj do kuchni”/”rzuć okiem do kuchni”. Nic dziwnego. Wieża jest na tyle wysoka, że w przeszłości strażnik, który pełnił wartę na samej górze, mógł bez problemu zaglądać do okien sąsiednich domostw i przyglądać się, co też dobrego gospodynie przygotowują na obiad 🙂 (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Kiek in de Kok, Tallin Baszta powstawała w kilku etapach. Jej obecna wysokość to niecałe 50 m. Ciekawostką jest fakt, że możemy w niej oglądać pozostałości po oblężeniu miasta przez wojska Iwana Groźnego w 1577 r. Są to armatnie kule, które zachowały się w ścianach (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Dziś w wieży funkcjonuje muzeum, do którego niezwłocznie wchodzimy. Tutaj ważna uwaga. Mamy do wyboru: zwiedzanie samej baszty, samych podziemi, bądź też bilet łączony na obydwie atrakcje. Oczywiście najkorzystniej wychodzi opcja nr 3 (koszt biletu na wieżę i do podziemi to €9). Na taką też opcję się decyduję. Maja zadowala się wariantem nr 2. Z uwagi na to, że podziemia można zwiedzać tylko z przewodnikiem i w małych grupach, konieczna jest wcześniejsza rezerwacja (może być mailowo na adres: kok@ Samą basztę można odwiedzać bez ograniczeń. Zakupujemy bilety, które mają formę naklejek (odpowiednio na wieżę i podziemia). Czekając na przewodnika, siadamy w poczekalni na przygotowanych dla nas krzesłach. Po godz. 11 rozpoczynamy zwiedzanie. Na początek krótki film przedstawiający historię Tallina (w kilku językach). Opowiada ją postać legendarnego starca z tallińskiego jeziora Ülemiste, które, jak wcześniej wspominałem, powstało z łez Lindy ronionych po stracie Kaleva. Według ludowych podań każdego roku, po zmierzchu, wyłania się z wody postać człowieka z popielatą brodą. Starzec pyta pierwszą napotkaną osobę, czy Tallin został już ukończony. Zapytany powinien odpowiedzieć, że nie, gdyż miasto wciąż się rozbudowuje. W przeciwnym wypadku, posępny człowiek bardzo by się ucieszył i zalał estońską stolicę wodami jeziora. Ocaleć miałoby tylko wzgórze Toompea… (Marczuk A., Małkowski J., Tallin, wyd. Astra, Warszawa, 2012). Pomysł umieszczenia staruszka w filmie jako lektora bardzo nam się podoba. W sposób lekko humorystyczny wyjaśnia historię Estonii i Tallina i, co najważniejsze, nie zanudza! Po kilkunastominutowym seansie ruszamy odkrywać podziemia! Sympatyczna pani przewodnik opowiada perfekcyjną angielszczyzną bardzo dokładnie o każdym fragmencie trasy, który mijamy. Aż trudno uwierzyć w to, jak wiele funkcji pełniły podziemne tunele przez prawie 400 lat swojego istnienia. Początkowo służyły celom militarnym. Były także miejscem, w którym więziono ludzi. Używano ich jako magazyny, a podczas II wojny światowej dawały schronienie mieszkańcom miasta przed nalotami, stając się na wiele dni ich domem. Po wojnie w podziemiach nadal istniało małe miasteczko, lecz gdy pod koniec lat 80 opustoszało, tunele zajęli bezdomni. Dziś pełnią kolejną już funkcję podczas swojej długiej historii – są obiektem turystycznym (jednym z najchętniej odwiedzanych w Tallinie). I rzeczywiście – na trasie towarzyszy nam sporo ludzi. Podziemia Tallina Nie będę opowiadał Wam o wszystkich ciekawych rzeczach, które spotkacie na trasie, gdyż pragnę wzmóc Waszą ciekawość i jeszcze bardziej zachęcić do odwiedzin tego miejsca. Uważam, że naprawdę warto! Po zwiedzaniu podziemi wyruszam na eksplorację wieży. Ta część muzeum również zadowoli miłośników historii, a w szczególności średniowiecznych militariów, których jest tu pod dostatkiem. Wystawa opowiada historię Tallina w postaci filmów, makiet i tablic opisowych. Nie ma tu co prawda specyficznego klimatu, jaki towarzyszył nam podczas spaceru podziemnymi tunelami, ale nie czuję się bynajmniej zawiedziony. Tym bardziej, że wchodząc na kolejne piętra baszty, przez okienka podziwiam coraz bardziej interesujące widoki na miasto. Widok z baszty Kiek in de Kok na Tallin Z najwyższej kondygnacji rozciągają się widoki na cztery strony świata. Warto było się tu wspiąć, aby je podziwiać. Jeszcze tylko parę zdjęć i można schodzić. W brzuchu zaczyna burczeć. Czas coś zjeść. Kierunek – Lido! Galeria zdjęć z Wilna i Tallina do obejrzenia tutaj. Galeria zdjęć z poprzedniego wypadu do Tallina do obejrzenia tutaj. Tallinn na weekend – taki właśnie miałam plan. Jeden z wielu na ten rok, które sukcesywnie realizuję. Wiedziałam, że na zwiedzenie tego kompaktowego miasta wystarczą mi 2 dni. Na spacery po uroczym Starym Mieście, zobaczenie Kwartału Rotermann, hipsterskiego Kreatywnego Centrum Telliskivi, starej dzielnicy Kalamaja i na jedzenie. Zobaczcie co warto zobaczyć w Tallinnie przez 2 dni. TALLINN NA WEEKEND – INFO NA START Od razu uprzedzam – nie przeczytacie tu o muzeach, kościołach, pomnikach. Nie leżą one w kręgu moich zainteresowań w trakcie weekendowych podróży. Przeczytacie kilka informacji praktycznych i zobaczycie sporo zdjęć miejsc, które wpadły mi w oko. Będzie też o jedzeniu – ale nieco później, w kolejnym wpisie o Tallinnie. Czym się dostać do Estonii? Z Polski do Tallina najszybciej i najprościej dostaniecie się samolotem. Z Warszawy latają linie LOT/Nordica a przelot trwa około 1h 40 min czyli gładko i przyjemnie. Polecam na tę okazję zaopatrzyć się w jakąś aplikację na telefon, która obsłuży Waszą kartę pokładową. W ten sposób nie będziecie musieli nosić ze sobą papierów a Okęcie i lotnisko w Tallinie bez problemu obsługują kody QR przy wejściu i przed bramkami. Transport z lotniska Z lotniska do centrum Tallinna dojedziecie tramwajem nr 4 (trasa od Lennujaam do Tondi – tu jest rozkład). Wychodząc z lotniska kierujcie się oznaczeniami tramwaju (Tram) a dojdziecie do niewielkiej pętli. Tu macie do wyboru – albo ściągnąć aplikację (QR code będzie na rozkładzie) doładować ją i zapłacić za bilet jednorazowy 1,10 EUR albo zapłacić kierowcy za taki sam bilet 2,00 EUR gotówką. Ja wybrałam drugą opcję i to była jedyna gotówką jakiej potrzebowałam w Estonii. Na serio – w każdym miejscu, nawet na targu warzywnym, zapłacicie tu kartą i to w opcji zbliżeniowej. Jeszcze mała uwaga – dopiero w drodze powrotnej zorientowałam się, że w tramwaju wystarczy wrzucić odliczoną kwotę w specjalne miejsce (pojemnik) na drzwiach przy kierowcy a zwrotnie zostanie wam wrzucony bilet. W innym przypadku (czyt. moim po przyjeździe) możecie prosić i stukać w szybę i nie specjalnie to działa. Transport na miejscu Tallinn to małe, kompaktowe miasto, które można swobodnie zejść pieszo, szczególnie okolice Starego Miasta. A stąd jest jakieś 5-10 minut (na pieszo) do Roterman City czy w drugą stronę do Balti Jaama Turg. Kolejne 10 minut poświęcicie na dotarcie do urokliwej dzielnicy Kalamaja – też na pieszo. Przeczytacie o nich w dalszej części tego postu. Jeżeli z jakiegoś powodu nie chcecie lub nie możecie chodzić to w Tallinnie działa Uber i aplikacja Taxify. A z ciekawostek – ta ostatnia została stworzona właśnie w Estonii. . Płatności Od 2011 Estonia posługuje się euro i posiada bardzo dobrze rozwinięty system płatności bezgotówkowych. Do Tallinna nie musicie brać żadnej gotówki – wszędzie zapłacicie kartą lub przez aplikację np. transportu miejskiego czy taksówkową. Ja na miejscu wydałam jedynie 10 euro w gotówce – 2x po 2,oo euro na bilet tramwajowy a resztę na napiwki. . Ciekawostki Technologie i Start-up’y O aplikacji taksówkowej Taxify już Wam wspominałam. Estońscy programiści maczali też swoje ręce w kodowaniu aplikacji Skype i TransferWise. Nieźle co? Szacuje się, że obecnie w Estonii działa ponad 400 start-up’ów z czego 90% jest w początkowej fazie rozwoju (link). Całkiem sporo jak na kraj zamieszkiwany przez niewiele ponad obywateli. To mniej niż w Warszawie. Estonia, jako jeden z najbardziej rozwiniętych elektronicznie krajów na Świecie, umożliwia swoim obywatelom kontakt z urzędami via Internet. Nawet głosowania w ten sposób się odbywają. Jeszcze tylko kilku spraw nie załatwicie tu przez Internet ślubu, rozwodu, pogrzebu i spraw notarialnych związanych z nieruchomościami. Tu trzeba się stawić osobiście. Języki W Estoni, tak jak w całej Skandynawii, bez problemu dogadacie się po angielsku. Starsze pokolenie, pamiętające jeszcze czasy komuny, będzie mogło,. z tamtejszym starszym pokoleniem porozmawiać sobie po rosyjsku. Kranówka Nie byłabym sobą gdybym nie zainteresowała się w Tallinnie kranówką. Oficjalnie można ją pić i jest bezpieczna – ale w smaku jest jakaś dziwna. Próbowałam – piłam ją przez jeden dzień. Było ok. Nawet zaproponowano mi kranówkę w jednej restauracji. Ale popytałam też kilkoro mieszkańców o to co sądzą o piciu wody z kranu i czy sami ją piją. Opinie były podzielone. Drugiego dnia ugięłam się i kupiłam wodę w butelce. O tym gdzie i co zjeść w Tallinie przeczytacie w 2 części przewodnika – tutaj. . TALLINN NA WEEKEND – CO WARTO ZOBACZYĆ? Przejdę teraz do tego, co warto w Tallinnie zobaczyć – gdzie pójść i ile to zajmuje czasu. Udało mi się wynająć apartament blisko Kwartału Rotermann a stąd miałam dosłownie 5 minut do Starego Miasta, 5 do placu Viru i 5 do portu. STARE MIASTO Wąskie uliczki pnące się stromo w górę i opadające malowniczo w stronę Rynku. Średniowieczne mury okalające starą część Tallinna. Zadbane kamienice, kolorowe drzwi, kilka kościołów o strzelistych wieżach, którymi niespecjalnie się interesowałam (ale dobrze wyglądały na zdjęciach) i cerkiew prawosławna. Do dziś widać tu ślady historycznej bytności na tych terenach Szwedów, Duńczyków i Rosjan. W 1997 roku Stare Miasto zostało wpisane na listę UNESCO. A więcej poczytajcie już na Wiki. Polecam tak ustawić swój pobyt aby Stare Miasto zobaczyć do południa – przed największymi tłumami i po 22:00 – kiedy większość turystów pójdzie już spać. Udało mi się kilka razy przejść te zabytkowe uliczki (drugiego dnia już nawet nie potrzebowałam Google Maps) przy dość zmiennej pogodzie i niższej temperaturze. Kiedy w Warszawie z nieba lał się ponad 30-stopniowy żar w Tallinnie było przyjemne 20 stopni. . Cerkiew Najczęściej fotografowany budynek w Tallinnie – ten biały w środku Mam słabość do pięknych drzwi Rynek Starego Miasta w Tallinnie wieczorową porą Wejście na Stare Miasto od strony Placu Viru . ROTERMANN CITY/ ROTERMANN KWARTAŁ To kompleks budynków znajdujący się między Placem Viru, Starym Miastem a Portem w Tallinnie. Średniowieczne zabytki owszem, robią wrażenie, ale osobiście bardziej jaram się post-industrialnymi obszarami miast i tym jak zostały zrewitalizowane. Kwartał Rotermann to kompleks wielu budynków, w którym przenikają się pozostałości starych budowli z charakterystycznego, jasnego kamienia oraz wkomponowane w nie nowoczesne budynki. W kompleksie Rotermann znajduje się kilka restauracji, kawiarnie, piekarnie i puby. Są tu też sklepy – sieciówki jak Stradivarius czy Bershka, sklepy spożywcze, kioski, biura i apartamentowce. . . PORT W TALLINNIE Port promowy w Tallinnie obsługuje trasy po Morzu Bałtyckim. Terminal znajduje się zaraz przy Starym Mieście i Kwartale Rotermann. Na prom do Helsinek, ze swojego apartamentu, szłam dosłownie 7 minut robiąc po drodze zdjęcia. Na zdjęciach poniżej widać miasto już z pokładu promu. Oj – robi to wrażenie. O tym jak ogarnąć sobie przeprawę z Tallinna do Helsinek opowiem Wam w innym wpisie a tutaj wrzucę link jak tylko się pojawi. Bo było to banalnie proste – wszystko załatwiłam przez internet jeszcze z Polski a na miejscu posługiwałam się aplikacją przewoźnika. . Wypływając z portu. A w oddali widać kilka drapaczy chmur – tak, mały Tallinn też kilka posiada. . BALTI JAAMA TURG Będąc na weekend w Tallinnie warto zejść z obleganej Starówki i pokręcić się w okolicach dworca kolejowego. Zaraz za torami znajduje się hala targowa (ang: Baltic Station Market, lokalnie: Balti Jaama Turg). Na 3-ch poziomach zlokalizowano tu sklepy (oddzielnie rybny, mięsny, spożywczy), restauracje, stoiska z warzywami i owocami, bary. Dojście z apartamentu, na pieszo, do tego targu zajęło mi około 15 minut, ponieważ chciałam okrążyć Stare Miasto i przyjrzeć się murom z każdej strony. A na samym targu? Polecam pokręcić się wśród straganów z owocami i warzywami. Może wypatrzycie owoce rokitnika albo malinę moroszkę (nordycką, żółtą malinę). Koniecznie zajrzyjcie do sklepu rybnego – zrobił na mnie niesamowite wrażenie – ilością sprzedawanych ryb, również suszonych. A na końcu nie zapomnijcie zjedźcie czegoś w obecnych tu knajpkach. . Oto rokitnik sprzedawany na wagę. Potężne źródło witaminy C. . TELLISKIVI LOOMELINNAK To kompleks pofabryczny zaadoptowany na jedno wielkie Kreatywne Centrum Estonii (ang. Telliskivi Creative City). Dojdziecie tu (około 5 min) z Balti Jaama Turg – polecam używać Map Google. A na miejscu? W pofabrycznych budynkach znajdują się sklepy małych projektantów, biura i około 10 restauracji i mniejszych knajpek. . . KALAMAJA Idąc dalej, u zbiegu ulic odchodzących od Centrum Kreatywnego Telliskivi a Balti Jaama Turg, rozpoczyna się niezwykle malownicza dzielnica Tallinna – Kalamaja. Poświęciłam kolejne 30 minut wolnego spaceru żeby pooglądać domy, obudowane kolorowymi deskami. Spokojnie tu i cicho – tu nie ma turystów. I nawet udało mi się tu złapać kawę. No ale już wiecie – o tym gdzie i co jeść i pić napiszę w kolejnym wpisie. Ten i tak jest już za długi. A teraz podziwiajcie estońskie domki. Zdjęcia są kolażem z mojego Instagrama. Tam w galerii możecie zobaczyć więcej zdjęć i filmów z Tallinna. . . TALLINN NA WEEKEND – NOCLEG A na końcu poradzę Wam gdzie można złapać nocleg w Tallinnie – w miarę tańszy bo w sezonie wakacyjnym ceny hoteli są porażająco wysokie. Ponieważ nie chciałam nocować na Starym Mieście w tłumie turystów i w starych, średniowiecznych murach (przytłaczają mnie takie wnętrza) to pierwszej kolejności zrobiłam rezerwację w hotelu Original Sokos Hotel Viru. Wielkim, kilkunastopiętrowym hotelu zlokalizowanym przy Placu Viru. Za 3 doby, ze śniadaniami, byłam tu gotowa zapłacić ponad 1700 zł. Ale znajomy poradził mi poszukać apartamentu. Nie wiem dlaczego wcześniej na to nie wpadłam. Zawsze nocowałam w hotelach ze względu na śniadania. Tym razem przekonała mnie cena – za 3 noce w Angleterre Apartments zapłaciłam około 960 zł (rezerwacja na Na śniadania chodziłam do piekarni w Rotermann City a jedno zjadłam na promie do Helsinek. Więc organizacyjnie wyszło bardzo dobrze. Tu macie link do wspomnianych apartamentów. A poniżej kilka zdjęć mojej miejscówki. Plus – stąd jest wszędzie blisko. Bo tak mały jest Tallinn ale też Angleterre Apartments znajdują się przy Rotermann City więc tak jak wspomniałam – 5 min do Starego Miasta, 5 do portu i 5 do Placu Viru. Kolejny plus – recepcja w budynku czynna jest 24h na dobę. Minus – w moim apartamencie nie było klimatyzacji. Nie przeszkadzało mi to bo w Estonii zawsze jest chłodniej niż w południowych częściach Europy. Złapałam 3 dni oddechu od warszawskich tropików. . Widok ze schodów na sofę, mikro kuchnię a pod schodami schowany był telewizor Na antresoli łóżko Całkiem sympatyczna łazienka . . Inne noclegi, w ciekawych cenach, znajdziecie poniżej.

gdzie zjeść w tallinie